Jak zaspokoić jego potrzeby

Kamil Fajfer trochę o "ceneniu pracy"

2020.02.26 13:37 FunkcjonariuszKulson Kamil Fajfer trochę o "ceneniu pracy"

Trochę tl;dr, ale i tak Wam się nudzi w robocie, więc możecie poczytać. Pewnie znacie, ale nie mogłem na szybko zareagować, bo się leniłem. Małgorzata Kidawa-Błońska podczas spotkania w Piasecznie powiedziała kilka rzeczy którym warto się przyjrzeć. No więc:
  1. "Ludzie, którzy pracują czują się w jakiś sposób upokorzeni, że ktoś jest wspierany, a nie pracuje."
Rzeczywiście, 500+ przyczynił się do dezaktywizacji 100-200 tysięcy kobiet. Przy czym to nie jest tak, że program dezaktywizował kobiety równo. Nie, dezaktywizował dość szczególną grupę kobiet: te gorzej wykształcone, z mniejszych miejscowości, zarabiające najmniej. Te dla których dzieci nie były dostępne usługi opiekuńcze (i nie było ich stać na zapewnienie takich usługi na rynku z uwagi na niskie pensje lub po prostu ze względu na brak dostępności takich usług). Te kobiety, które były odcięte od dobrego transportu publicznego, co powodowało, że dojazd do pracy był utrudniony i drogi. To wszystko powodowało, że praca przy niskich stawkach i często w atmosferze hardego mobbingu była nieopłacalna. To nie samo 500+ dezaktywizowało. Program dezaktywizował W POŁĄCZENIU z kiepskimi usługami publicznymi, kiepskimi płacami i chujową atmosferą w pracy.
Choć rozumiem emocję wkurzenia ludzi pracujących, to warto też, żeby te osoby zdawały sobie sprawę z powyższych niuansów.
Ale ludzie pracujący czują się upokorzeni z wielu innych powodów, o których Kidawa Błońska nie powiedziała. Czują się upokorzeni, ponieważ mimo swojej pracy zarabiają tak mało, że ciężko jest im zaspokoić potrzeby, które wielkomiejska klasa średnia uważa za podstawowe. Czują się upokorzeni, bo muszą pracować na swoje mieszkanie przez 30 lat rezygnując z wielu dóbr i rozrywek, które przynależą ich znajomym na tzw zachodzie pracującym na minimalnej.
Nie chcę być źle zrozumiany. Nie twierdzę, że jest coraz gorzej, co to to nie. Jest coraz lepiej i widać to w bardzo wielu wskaźnikach. Ale ludzie rzadko robią porównania dekada do dekady. Raczej obserwują społeczeństwo dzięki dostępnym sobie środkom i zastanawiają się jak to jest możliwe, że oni ciężko pracując mogą jedynie pomarzyć o dobrach, które dla części są osiągalne w sposób dla większości niezrozumiały. Jak to w ogóle możliwe, że 16-latek kręci film, gdzie jego ziomo z innym ziomem mają na sobie ciuszki za 25-30 koła? No wiadomo, że tata kupił. Ale dlaczego ten tata ma tyle hajsu, żeby dzieciak miał na sobie w jednym uotficie równowartość całego wyposażenia mojego domu? A do tego ja muszę czekać w kolejce do endokrynologa przez pół roku. To jest upokorzenie będące pochodną rozwarstwienia ekonomicznego, za którym idzie nieprzejrzystość kanałów awansu i wrażenie nieprzystawalności nagród do wkładu. A to waśnie na fundamencie jakiejś adekwatności dochodów do starań jest ufundowany ład kapitalistyczno-demokratyczny.
  1. "W każdym społeczeństwie są osoby, którym musimy pomagać, bo sobie same nie dadzą rady. I jako solidarne społeczeństwo musimy takim osobom pomagać. Ale pomagać w taki sposób, żeby te osoby miały szanse normalnie się rozwijać."
To jest piękne streszczenie neoliberalnego podejścia do pomocy: no może i trzeba pomagać, ale my już tutaj odsiejemy ziarna od plew dzięki niezawodnemu moralnemu osądowi beneficjentów ewentualnej pomocy. Wszak wiadomo, że dezaktywizacja zawodowa jest kwestią kręgosłupa moralnego lub jego braku. Żartowałem, problem dezaktywizacji to problem pragmatyczny. Problem nie jest (albo jest rzadko) zwykła niechęć do pracy. Problemem są lokalne uwarunkowania: niskie pensje, kiepskie polityki publiczne, słabość lokalnych rynków pracy.
Najwyższa aktywność zawodowa w Europie dotyczy krajów skandynawskich, które uważane są powszechnie za rozpuszczające swoich obywateli wysokim socjalem i zniechęcające do pracy wysokimi podatkami.
  1. "Bo skoro one zamykają się w tych domach, nie pracują, taki przykład dają swoim dzieciom. To jest kolejne pokolenie, które będzie wychowywane dokładnie w taki sam sposób."
Tak i takim osobom potrzebne są dedykowane (i drogie) polityki aktywizacyjne. Ponieważ być może poza brakiem dostępu do usług publicznych część rodzin doświadcza jakichś nakładających się na siebie problemów: niepełnosprawności jakiegoś członka rodziny, czy choroby alkoholowej. I tu pewnie przydałyby się jakieś sprawne służby socjalne ale na tym się nie znam, więc nie będę drążył. Pragmatyka, a nie kiwanie palcem.
  1. "I ja uważam, że państwo powinno wspierać ludzi pracujących [brawa]. Żeby te rodziny, które pracują były premiowane."
Też uważam, że państwo powinno wspierać pracujących. Na przykład przez silną Państwową Inspekcję Pracy, która będzie pilnowała przestrzegania ich praw. Przez płacę minimalną, przez regulacje dotyczące równości wynagrodzeń za tę samą pracę. Ale państwo powinno również zająć się aktywizacją zawodową. Powinno więc wspierać również tych niepracujących, po to aby podjęli pracę. Nie tylko dla ich własnego poczucia godności i niezależności finansowej. Ale również po to, żeby nie marnotrawić potencjałów i miliardów złotych kosztów kosztów zaniechania.
5 "Przez te lata zgubiliśmy szacunek do pracy (…). Wmówiono ludziom, że skoro bierzesz pieniądze, to już wystarczy, nie musisz się rozwijać."
Nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Mam natomiast silne wrażenie, że przez lata wmówiono ludziom, że należy się rozwijać i dzięki temu rozwojowi dostępne będą dla nich owoce wzrostu. No cóż, okazało się, że to nie takie proste. To znaczy dobrze jest się rozwijać i z pewnością większe szanse na ekonomiczny awans mają osoby, które intensyfikują swoją pracę rozwojową, niż takie, które tego nie robią. Problemem jest to, że rozwój często jest rodzajem kultu cargo; nie do końca wiadomo czy kolejna podyplomówka naprawdę da nam awans, czy kolejny kurs podniesie nasze wynagrodzenie.
Przy czym zapominamy o sieci instytucji publicznych, które odciążają ludzi - zwłaszcza tych z niskim i średnim dochodem - z konieczności wyskrobywania się na wizytę u lekarza, korki dla dzieci, dentystę, czy benzynę na dojazd do roboty.
To znaczy nie my wszyscy zapominamy. Zapominają o tym wolnorynkowi populiści. ¯\_(ツ)_/¯
submitted by FunkcjonariuszKulson to Polska [link] [comments]


2020.02.15 13:25 biorecin Biorecin Krem: skóra bez zmarszczek bez szkodliwych zabiegów!Cena recenzje

Biorecin Recenzja – Kiedy ludzkie ciała starzeją się pewne zmiany się do nich, to również kładzie duży nacisk na wygląd fizyczny, jak również. Niestety, te obowiązkowe zmiany nie są cenione przez wielu. Zasadniczo, dla dużej liczby kobiet w średnim wieku, głównym i największym strachem jest ugięcia skóry i zmarszczki, które odnoszą się do starzenia się. Jednak, nie ma potrzeby, aby obawiać się o starzenie się. Powodem jest to, że istnieje nieskończona liczba produktów anti-aging i zabiegów na rynku, co pomaga pozbyć się oznak starzenia się, że nikt nie chce ich powitać za wszelką cenę.

Wybór odpowiedniego i skutecznego kremu przeciwstarzeniowego powinien być twoim problemem w dużym stopniu. Gdy jesteś w stanie znaleźć odpowiedni, a następnie za pomocą niego będzie łatwiej później. W dzisiejszych czasach Internet jest najpopularniejszym źródłem znalezienia czegokolwiek związanego ze zdrowiem, pięknem, włosami lub czymkolwiek, aby zaspokoić żywe potrzeby. Z pomocą Internetu możemy poznać ogromną różnorodność zabiegów do pielęgnacji skóry na rynku. Obecnie Biorecin zyskuje na popularności na całym świecie ze względu na swoje większe osiągnięcia dla wielu kobiet. Dowiedz się prawdziwą prawdę kryjącą się za tym skutecznym i naturalnym produktem:

Dlaczego Biorecin jest najlepszym produktem?
Ponieważ rynek ma wiele opcji, aby dać, ale jak można polegać na kimś? Oto odpowiedź dla Ciebie, po prostu zrobić krótkie badania na temat produktu, a następnie, jeśli istnieje oferta próbna podana przez producenta, jest dostępna, aby pomóc w podjęciu decyzji, czy iść do tego produktu. To samo dzieje się z Biorecin. Wielu użytkowników są skłonni wiedzieć, co sprawia, że różne i unikalne od innych, oświadczając, że jest to najlepszy produkt na rynku. Powody, o których warto wiedzieć, są wymienione poniżej, dostaniesz pomysł, w jaki sposób produkt jest uważany za najlepszy:

· Obecność dobrej jakości i bezpiecznych składników sprawiła, że jest to idealny wybór dla kobiet w różnym wieku i grupach.

· Co więcej, krem sięga głębiej w skórę, osadzając się na komórkach skóry. Nie pozostawi żadnych pozostałości na powierzchni skóry.

· To działa na wszystkie odmiany starzenia się znaków i problemów skórnych, które mogą sprawić, że sfrustrowany, gdy występują.

· Daje trwałe i skuteczne wyniki na dłużej.

· Biorecin jest wolny od wszystkich wypełniaczy lub dodatków, które sprawiają, że jest to bezpieczna i zdrowa opcja w celu wyeliminowania szerokiego zakresu problemów skórnych.

· To sprawia, że zdrowie skóry lepiej.

Jakie są składniki używane w Biorecin Krem?
Ma ekstrakty ziołowe, które pochodzą z Matki Natury. Ze względu na to, jest to dobrze znany i renomowanych krem anti-aging do wykorzystania. Zorientowanie się, jak działa produkt jest łatwe, gdy skończysz z właściwego zrozumienia składników stosowanych w nim. Tak, niech znać pracę jego składników, który jest następujący:
· Peptydy dokręcania skóry
Zgodnie z nazwą, może być jasne, że działa w celu zwiększenia ucisku skóry. Gdy skóra się zaciśnie, nie zobaczysz żadnych zmarszczek na twarzy. To sprawia, że skóra doskonale stonowanych w łatwy i bezpieczny sposób.
· Kwas alfa hydroksylowy
Składnik ten znajduje się w wielu produktów anti-aging można zobaczyć na rynku. Jest to przydatne do wyeliminowania zmarszczek i innych oznak starzenia. Nawilżanie skóry głęboko jest głównym efektem tego składnika, zobaczysz, kiedy będziesz stosować krem regularnie.
· Witamina C
Będąc istotnym składnikiem dla skóry, witamina C odgrywa ogromną rolę w tonowaniu i rozjaśnianiu skóry. Jest uważany za środek wybielający skórę, który pomaga skórze uzyskać świecące i wybielone dzień po dniu.

· Ekstrakty owocowe

Ekstrakty z owoców są pomocne dla skóry. Wynika to z faktu, żeowoce mają niezbędne minerały i witaminy, aby utrzymać świeżość w skórze w dużym stopniu. To daje świecącą cechę skóry.

Zaczyna swoje funkcjonowanie poprzez złożenie na końcowej warstwie skóry, gdzie starzenie się skóry inicjuje na początku. Gdy osiągnie inne warstwy, niedobór wszystkich składników odżywczych skóry jest utrzymywany, a skóra wymyśli naturalny blask i żywy wygląd. Jest również traktowane jako alternatywa dla zabiegów botox i zastrzyki, jak również.

Czy Biorecin safe jest używany?

Tak, dlaczego nie! Biorecin nie ma wypełniaczy ani dodatków. Nie zobaczysz żadnego negatywnego wpływu na skórę, dopóki nie używasz go zgodnie z zalecanymi wskazówkami twórcy lub eksperta. Upewnij się, że masz ponad 30s, kiedy masz zamiar zastosować go na starzejącej się lub matowy wygląd skóry.\

Jak stosować Biorecin?

Jeśli chodzi o aplikację, nie należy się o to martwić. To dlatego, że jest to niekleista formuła. Nie przykleja się do skóry za wszelką cenę, a nie wchodzi do skóry, aby dobrze ją odżywiać. Aby go zastosować, upewnij się, że twarz jest czysta i sucha, aby składniki mogły dostać się do komórek skóry i tkanek. Weź tylko niewielką ilość Biorecin z butelki i odpowiednio ją nałóż i rozprowadź krem na całej twarzy masażem w kierunku góry.

Korzyści z używania Biorecin Opinii!

· Traktuje oznaki starzenia w zatoce

· Poprawia blask skóry

· Wyeliminuj zmarszczki i głębokie pory

· Rozjaśnia ciemną skórę

· Sprawia, że skóra jest równomierna

· Zwiększa żywotność skóry

Jak kupić Biorecin Cena?
Biorecin Cena is produkt internetowy. Aby go kupić, upewnij się, aby odwiedzić online i spieszyć pakiet próbny, aż czas trwa. Tak, przejdź do trybu online już teraz!
https://www.agcef.org/biorecin/?lang=pl
https://www.completefoods.co/diy/recipes/biorecin-krem-cena-recenzjekup-teraz
https://pl-pl.facebook.com/Biorecinkrem/
https://pl-pl.facebook.com/events/228654861488919/
https://sites.google.com/site/healthulife0/biorecin-krem-cena
https://gumroad.com/biorecin/p/biorecin-krem-cena-recenzje
https://medium.com/@agcef/biorecin-krem-cena-recenzje-9ee6b7442a78
submitted by biorecin to u/biorecin [link] [comments]


2019.11.16 09:06 tuko12345 Trochę prawdy o "religii" zmiany klimatu. Zapożyczone z bloga Radosława Kordowskiego.

Moi kochani ekolodzy, jako jeden z Was - nie jedzący mięsa biegacz, rowerzysta zadam Wam pytanie: czy wiecie, że poprzez działalność przemysłową człowieka, emisja CO2 to zaledwie 5%, a pozostałe 95 % CO2 emituje w sposób naturalny nasza planeta?
Owszem w kontekście zmian klimatu takie 5% ma znaczenie, bo powoduje każdego roku nadwyżkę kumulacyjną CO2 w atmosferze.
Jednak być może wielu z Was zaskoczy informacja, że za procesy globalnego ocieplenia lub oziębienia naszej planety odpowiadają zmiany orbity i nachylenia ziemi, które są powtarzającym się cyklem życia naszej planety, na które człowiek nie ma żadnego wpływu!
Powyższe zagadnienie udowodnił pewien naukowiec - Pan Milanković i choć Jego teoria prezentowana była już na początku XX wieku, to stosunkowo niedawno została potwierdzona poprzez badania rdzeni lodowych i osadów oceanicznych, które pozwoliły na wykazanie powiązań zmian orbity Ziemi z cyklami zmian klimatu. encyklopedia.pwn.pl/haslo/astronomiczne-czynniki-zmian-klimatu;4836370.html
Niestety za obecne tempo wzrostu temperatur przez ostatnie 200 lat odpowiedzialny jest w głównej mierze człowiek, ponieważ wspomniana wcześniej 5% nadwyżka CO2 kompensuje się każdego roku w naszej atmosferze tworząc nadmierną koncentrację CO2 i wywołując sprzężenie dodanie. Zwrócił mi szczególną uwagę na ten fakt Pan Marcin Popkiewicz, którego opracowanie naukowe na temat teorii Milankovicia prezentuję na samym dole.
Jednakże szanowni protestujący ekolodzy zarazem informuję, że nawet gdyby Polska wróciła do przysłowiowej epoki kamienia łupanego lub totalnie uzależniłaby się od dostaw energii od innych państw, to w kontekście zapowiedzianej przez Chiny zwiększonej produkcji energii z węgla (wzrost będzie większy, niż cała produkcja w UE), Polska na emisję CO2 w skali całego świata ma i będzie miała mikroskopijny wpływ! Tutaj możecie o tym poczytać: wnp.pl/energetyka/chiny-zwieksza-produkcje-energii-z-wegla-wzrost-bedzie-wiekszy-niz-cala-produkcja-w-ue,353394_1_0_0.html
Niestety problem jest również tym, że naukowe badania, które owszem ostrzegają, że mamy obecnie rekordową nadwyżkę CO2 w atmosferze, niestety wielu polityków wykorzystuje do realizowania politycznych interesów, a niektórzy zapominając o podstawowych zasadach moralności i etyki z wyrachowaniem wplątują w taką politykę dzieci i młodzież 😞
O jaką politykę chodzi? Ta jak już pisałem w jednym z moich wcześniejszych postów (o dopłatach z rządowego programu „czyste powietrze” do wymiany kotłów grzewczych), dzisiaj najwięksi emitenci CO2 w Europie jak np. Niemcy, lobbują, aby Polska przestała produkować własną energię - mimo, że emisja przemysłowa CO2 Polski stanowi zaledwie 0,9% przemysłowej emisji CO2 całego świata. I chociaż emisja CO2 Niemiec jest ponad 2-krotnie wyższa, to pamiętajmy, że Niemcy na kary (opłaty) klimatyczne zwyczajnie stać! https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Lista_państw_według_rocznej_emisji_dwutlenku_węgla
I jak widać obecnie, kraje mocniejsze gospodarczo, próbują teraz politycznie za sprawą pożytecznych w tym aspekcie ekologów, oraz autorytetów naukowych wpływać na to, aby polska energia, poprzez forsowane przez EU opłaty klimatyczne, była zbyt droga w produkcji i aby Polsce bardziej opłacało się kupić nadwyżkę energetyczną np. od Niemiec, czy Francji niż samodzielnie energię elektryczną produkować!
Oburzające jest również to, że Prezydent Francji, śmie oskarżać Polskę, że jesteśmy rzekomo odpowiedzialni za ekologicznie zmiany klimatyczne, tylko poprzez fakt, że nie zgadzamy się na kolejne w/w opłaty, czy programy ograniczenia emisji CO2 bez stosownych finansowych rekompensat.
Zatem może porównajmy emisję CO2 Francji 347,9 mln ton i Polski 316,8 mln ton, jak również zwrócimy uwagę na fakt, że około 75% francuskiego prądu jest nadal wytwarzane właśnie dzięki reaktorom atomowym mimo zapowiedzi 8 lat temu, że sytuacja ulegnie zmianie, natomiast udział odnawialnych źródeł energii jest raptem tylko o około 5% wyższy niż w Polsce! ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php?title=Renewable_energy_statistics/pl
Francja posiada obecnie 58 reaktorów jądrowych, które zarządzane są przez państwowe konsorcjum Electricite de France (EdF), największego na świecie producenta energii elektrycznej i chociaż planuje ich częściowe wygaszanie, to nie ze względu na nieefektywność, tylko ze względu na to, że są stare i poprzez pękanie bloków stają się niebezpieczne dla całej Europy! rp.pl/Spoleczenstwo/190919259-Francja-Problemy-w-szesciu-reaktorach-jadrowych-jeden-wylaczony.html
Problem tylko w tym, że braki energetyczne Francja chce zastąpić spalaniem gazu!!! To właśnie koncern Engie jest partnerem Gazpromu w projekcie Nord Stream-2 i importuje z Rosji coraz więcej surowca. Podobna sytuacja ma miejsce w Niemczech. I mimo tego, że Francja ma tak wielkie atomowe możliwości w pozyskiwaniu energii, to mimo wszystko do atmosfery emituje o 31,1 mln ton CO2 więcej niż Polska!
Zatem wybaczcie, ale nie pozostaje nic innego jak przywołanie słów pewnej dziewczynki Grety Thunberg: „how dare you!”
energia.rp.pl/energetyka-zawodowa/energia-jadrowa/14534-francja-pozegna-atom
Zatem chyba już każdy rozumie, że to jest nic innego jak polityka, bo takie kraje jak Francja, Niemcy mogą sobie pozwolić na opłaty (kary) klimatyczne, od emisji CO2, bo mają zapasy energetyczne i doskonale wiedzą, że takimi karami są w stanie wykończyć gospodarczo takie kraje jak Polska!
Przecież gdyby Polska, która nie posiada ani jednej elektrowni atomowej, próbowała teraz radykalnie zmniejszać swoją emisję CO2, skończyłoby się na tym, że energię musielibyśmy importować, a nie produkować!
Przecież taka sytuacja dla naszej gospodarki byłaby totalnym ciosem i totalnym uzależnieniem od dostaw energetycznych (w tym cen energii) i właśnie tego chcą nasi zachodni sąsiedzi, bo w takiej polityce mają swój interes!
Dlatego kochani protestujący, zatroskani o los naszej planety Ekolodzy ❤️, proponuję przenieść protesty do Chin lub USA, bo to właśnie tam trzeba szukać zmniejszenia emisji CO2, a nie pod warszawską „palmą” w Polsce, która odpowiada przypominam za zaledwie niecały 1 % światowej, przemysłowej emisji CO2! No chyba, że komuś polityczna „palma” odbiła!
Być może ktoś teraz odpowie: - protestujemy, bo OZE (odnawialne źródła energii) to przyszłość, a nie węgiel! Owszem kiedyś tak, jak tylko nauczymy się skutecznie magazynować w ten sposób wytworzoną energię. Niestety na chwilę obecną jedyną energetyczną alternatywą dla węgla, jeśli chodzi o zapotrzebowanie przemysłowe (skalę), jest atom - m.in poprzez problem magazynowania energii powstałej z OZE!
Przecież Niemcy - lider w technologii OZE w Europie nadal wycina prastarą puszczę Hambach, aby wydobywać i spalać węgiel brunatny, bo OZE zaledwie w 30% jest w stanie zaspokoić ich potrzeby energetyczne! Bo przecież przemysł potrzebuje energii w sposób ciągły, a nie wówczas gdy wieje wiatr lub słońce świeci. forsal.pl/artykuly/1376241,las-w-hambach-nalezaca-do-rwe-kopalnia-chce-wyciac-las-ktory-ma-12-tys-lat.html
Zatem jeśli chcemy walczyć o ekologię, próbujmy zacząć od samego siebie, np. przestańmy kupować nowe ubrania ze względu na modę, a nie zużycie. Owszem na zdjęciu jestem widoczny w skórze, jednak chodzę w niej od 10 lat!
Przypominam zarazem, że inna perspektywa rzeczywistości, to inny punkt widzenia naszej rzeczywistości, a nie inna rzeczywistość!
Zatem wszystkie przytoczone dane można łatwo znaleźć w internecie, jeśli ktoś miałby jakieś wątpliwości.
Ponadto dla potwierdzenia moich słów przytoczę wywód Marcina Popkiewicza fizyka jądrowego, który „Skeptical Science” z języka naukowego tłumaczy na język zrozumiały dla każdego. Opieka merytoryczną nad przytoczonym poniżej cytatem sprawował: prof. Szymon Malinowski
Cytuję:
„Zmiany orbity praktycznie nie wpływają na całkowitą ilość energii otrzymywanej przez Ziemię w ciągu roku. Decydują jednak o tym, jak wiele energii i w jakiej porze roku otrzyma dany region Ziemi. Szczególne znaczenie mają dla dalekiej północy, gdzie bardzo dużą rolę w kształtowaniu klimatu odgrywa dodatnie sprzężenie zwrotne - zmiany w ilości docierającej od Słońca energii powodują narastanie lub zanik lądolodu, co z kolei potrafi prowadzić do zmian klimatu na skalę planetarną.
Kąt nachylenia osi obrotu Ziemi do płaszczyzny jej orbity w ruchu wokół Słońca zmienia się od 22,1 stopnia do 24,5 stopnia i z powrotem w cyklu trwającym 41 tysięcy lat. Obecnie kąt ten wynosi 23,5 stopnia i maleje - minimalne nachylenie 22,1 stopnia osiągnie za 8 tysięcy lat. Jeśli oś obrotu Ziemi jest bardziej nachylona, regiony polarne otrzymują podczas lata więcej energii (co prowadzi do wzrostu temperatury latem), zimą zaś otrzymują jej mniej (co wpływa na obniżenie temperatury). Jedno i drugie przyczynia się do zaniku czap lodowych. Kiedy temperatury latem są wysokie, lodowiec topnieje, odsłaniając powierzchnię ziemi i oceanu. Zamiana powierzchni białej na ciemną oznacza wydajniejsze pochłanianie energii słonecznej, a więc i sprawniejsze podgrzewanie. To przyspiesza dalsze topnienie lodu.
Zanikowi czapy polarnej sprzyjają nie tylko wysokie temperatury latem, ale też niskie temperatury zimą. Dlaczego? Niższe temperatury oznaczają mniejsze parowanie, a więc i mniejszą zawartość pary wodnej w atmosferze, a co za tym idzie mniejsze opady śniegu w zimie. W efekcie topniejąca latem czapa lodowa nie uzupełnia masy zimą. Zmniejszanie się nachylenia osi obrotu Ziemi działa przeciwnie - chłodne lata nie sprzyjają roztapianiu lodu, podczas cieplejszych zim opady śniegu są większe, lodowiec więc przyrasta i może pełznąć w kierunku niższych szerokości geograficznych. Podobnie działa mechanizm związany z precesją, czyli zmianą kierunku ustawienia osi obrotu Ziemi.
Co około 26 tysięcy lat oś zakreśla w przestrzeni stożek. Orbita Ziemi nie jest kołowa, lecz eliptyczna (stopień jej spłaszczenia również się regularnie się zmienia, z okresem 100 tysięcy lat), więc czasem północna półkula jest zwrócona latem ku Słońcu (wtedy lata są ciepłe), a czasem jest daleko od niego (wtedy lata są chłodniejsze). Lądolód antarktyczny jest bardzo odporny na te zmiany, natomiast Arktyka wręcz przeciwnie - jest czuła na najdrobniejsze zaburzenia. Dlatego to właśnie zmiany w ilości energii słonecznej dopływającej do Arktyki inicjowały zawsze zmiany klimatu na skalę globalną. Regionalne zmiany nasłonecznienia w Arktyce rozpoczynały kilkuetapowy proces ocieplania się klimatu całej planety.
Reasumując: Ocieplenie kończące epokę lodowcową jest skutkiem zmiany w ruchu orbitalnym Ziemi. Spowodowany nią wzrost temperatury w obszarach polarnych prowadzi do uwalniania CO2 z oceanów, co wzmacnia ocieplenie i skutkuje wzrostem temperatury na całej planecie. Rosnąca temperatura powoduje wzrost poziomu CO2, a rosnąca koncentracja CO2 powoduje dalsze ocieplenie”
Swoją szerszą wiedzę w tym zakresie opieram na innych opracowaniach: * prof. dr hab. Szymon Malinowski, fizyk atmosfery, specjalista z zakresu fizyki chmur i opadów oraz modelowania numerycznego procesów atmosferycznych; * dr Aleksandra Kardaś, fizyczka atmosfery, popularyzatorka nauki, autorka "Książki o wodzie" * Marcin Popkiewicz, fizyk jądrowy, przedsiębiorca, dziennikarz, autor książek „Świat na rozdrożu”, "Rewolucja energetyczna. Ale po co?" i portalu „Ziemia na rozdrożu”; * Anna Sierpińska, popularyzatorka nauki, specjalizacja: wpływ zmiany klimatu na środowisko przyrodnicze
Powyżej wymienieni autorzy publikują w oparciu o merytoryczną weryfikację, prowadzoną przez członków Rady Naukowej Portalu Naukaoklimacie.pl.
W skład rady wchodzą wybitni polscy naukowcy aktywnie uczestniczący w badaniach rożnych elementów systemu klimatycznego i systematycznie publikujący wyniki swoich prac w czasopismach naukowych o zasięgu międzynarodowym.
Członkami Rady Naukowej Portalu Naukaoklimacie.pl są: 1. dr hab. Bogdan H. Chojnicki, specjalista zajmujący się wpływem warunków meteorologicznych na funkcjonowanie ekosystemów z Katedry Meteorologii Wydziału Melioracji i Inżynierii Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. 2. prof. dr hab. Piotr J. Flatau, fizyk atmosfery i oceanu ze Scripps Institution of Oceanography, University of California San Diego, USA, członek zagraniczny Polskiej Akademii Nauk. 3. prof. dr hab. Wojciech W. Grabowski, fizyk atmosfery z National Center for Atmospheric Research, Boulder, USA. 4. prof. dr hab. Krzysztof E. Haman, członek-korespondent PAN, członek Komitetu Geofizyki PAN, fizyk atmosfery z Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. 5. dr hab. inż Jacek W. Kamiński, Adjunct Professor, Centre for Research for Earth and Space Science, York University, Toronto, Kanada; visiting professor w Instytucie Geofizyki PAN. 6. prof. dr hab. Zbigniew Kundzewicz, członek-korespondent PAN, hydrolog i klimatolog z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu; zastępca przewodniczącego Komitetu Narodowego do spraw Badań Zmian Globalnych przy Prezydium PAN. 7. prof. dr hab. Szymon P. Malinowski, fizyk atmosfery z Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego; przewodniczący Komitetu Geofizyki PAN. 8. dr hab. Krzysztof Markowicz, fizyk atmosfery z Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego; członek Komitetu Geofizyki PAN. 9. prof. dr hab. Mirosław Miętus, klimatolog, Katedra Meteorologii i Klimatologii, Instytut Geografii Uniwersytetu Gdańskiego. 10. prof. dr hab. Jacek Piskozub, fizyk morza z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie; członek Komitetu Geofizyki PAN. 11. prof. dr hab. Renata Romanowicz, hydrolog z Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie; sekretarz Komitetu Geofizyki PAN. 12. prof. dr hab. Maciej Sadowski z Instytutu Ochrony Środowiska - Państwowego Instytutu Badawczego. 13. prof. dr hab. Jan Marcin Węsławski, biolog morza z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie; Zastępca przewodniczącego Komitetu Badań Morza PAN. 14. prof. dr hab. Joanna Wibig, klimatolog z Katedry Meteorologii i Klimatologii Wydziału Nauk Geograficznych Uniwersytetu Łódzkiego; członek Komitetu Narodowego do spraw Badań Zmian Globalnych przy Prezydium PAN. 15. dr hab. Tymon Zieliński, oceanograf fizyczny, specjalista od aerozolu atmosferycznego z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk w Sopocie.
submitted by tuko12345 to Polska [link] [comments]


2019.06.12 09:06 redkoszul Inter Mediolan jest zainteresowany Bruno Fernandes

Nowy trener Interu Mediolan, Antonio Conte, uważa, że ​​klub wybrał go, ponieważ tworzy oczekiwania. Powiedział, że Inter jest ambitnym klubem i po pierwsze powie graczom, że nie mają żadnych ograniczeń. 49-latek cieszył się powodzeniem w Juventusie i jest przekonany, że może również wywrzeć tak duży wpływ na Inter. Antonio Conte twierdził, że przygotował strategię rozpoczęcia nowego sezonu.
Inter Mediolan jest jednym z zalotników rozgrywającego Sporting CP Bruno Fernandesa. Mówi się, że Tottenham Hotspur i Manchester United są również zainteresowani pomocnikiem. Mógł wybierać Koszulki Piłkarskie, jak mu się podoba. Portugalczyk ma wspaniały sezon, strzelając 32 gole we wszystkich rozgrywkach, dzięki czemu jest bardzo poszukiwany na całym kontynencie. Przyznał, że jego nazwisko związane z Inter jest ważne, ale powiedział również, że lubi Liverpoolu znacznie więcej.
Inter Mediolan poluje na posiłki na rynku transferowym, aby zaspokoić potrzeby Antonio Conte. Poinformowano, że Icardi nie został uwzględniony w planach nowego trenera, chociaż jest ostoją Interu Mediolan w ciągu ostatnich kilku sezonów. Ale z pewnością nie chce zdejmować Koszulka Inter Mediolan, ponieważ obecnie próbuje z klubu sprzedać go gdzie indziej. Oprócz Icardi na liście znajdują się również Ivan Perisic i Radja Nainggolan.
submitted by redkoszul to u/redkoszul [link] [comments]


2017.09.01 18:25 ben13022 Jak się rozliczyć z dyktaturą. Artykuł Artura Domosławskiego o Chile, Tunezji, Hiszpanii i RPA.

Transmisje z pierwszych przesłuchań oglądało w telewizji blisko 2 mln Tunezyjczyków – jedna trzecia dorosłych mieszkańców kraju. Widzowie byli w szoku, choć przecież wielu doświadczyło osobiście nadużyć trwającej ponad dwie dekady dyktatury Ben Alego. Zmiotła go w 2011 r. pokojowa ludowa rebelia, która dała początek arabskiej wiośnie także w innych krajach regionu – Egipcie, Libii, Syrii.
W obecności telewizyjnych kamer poszkodowani opowiadali szczegółowo o aresztowaniach, wymuszeniach zeznań, torturach, pobiciach i gwałtach. Bliscy ofiar mówili o morderstwach i zniknięciach bez śladu członków swoich rodzin. Jeden z udręczonych, Sami Brahim, badacz akademicki, który udzielił wywiadu „New York Timesowi”, został zatrzymany 20 lat temu pod fałszywym zarzutem sympatii do radykalnych grup islamistycznych. Spędził za kratami 8 lat, gdzie systematycznie poddawano go torturom, m.in. o charakterze seksualnym. Nadzorował je sam naczelnik więzienia, którego nazwisko poznała teraz cała Tunezja.
Sprawiedliwość znaczy samobójstwo
W listopadzie 2016 r. utworzono w Tunezji Komisję Prawdy i Godności, której celem jest ujawnienie okrucieństw popełnianych przez rządzących w okresie długowiecznej dyktatury. Zdarza się, że – jak w przypadku zeznań Samiego Brahima – oprawcy potwierdzają zeznania ofiar i wkrótce sami staną przed komisją.
Opowiedziana publicznie prawda ma zaspokoić społeczne poczucie sprawiedliwości, a następnie przyczynić się do pojednania między dawnymi ofiarami i ich oprawcami. Sami Brahim twierdzi, że jest gotów wybaczyć prześladowcom, o ile wyznają swoje winy. Bo tu nie chodzi o zemstę na konkretnych ludziach – trybikach zbrodniczego systemu – lecz o ukazanie prawdy o samym systemie, oskarżenie go i publiczne potępienie. Podobno były dyktator Ben Ali, przebywający na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej, ogląda pasjami wszystkie transmisje z posiedzeń komisji.
Kluczowe dla powodzenia (lub niepowodzenia) jej działań mają być zeznania oprawców, do których ma dojść w najbliższych tygodniach. Niektórzy chcą zeznawać, ale inni ludzie dawnego reżimu – wielu wciąż pracuje dla obecnego aparatu władzy – atakują wściekle całe przedsięwzięcie. Twierdzą, że działalność komisji jest jednostronna, że oddaje głos jedynie ofiarom, a funkcjonariuszy reżimu do tej pory nie wysłuchano.
Rozliczanie ludzi aparatu represji i uprzywilejowanych za dawnej dyktatury zawsze zawiera ryzyko: spycha ich na margines, ustawia wrogo wobec nowego systemu; w Tunezji mowa o kilkuset tysiącach ludzi pracujących niegdyś dla instytucji dyktatorskiego państwa.
Wszystkie kraje decydujące się na rozliczenia ze zbrodniami i nadużyciami przeszłych reżimów stają przed zasadniczym dylematem: ważniejsze są prawda i sprawiedliwość czy pokój społeczny, uwzględniający interesy również tych, którzy dopuszczali się nadużywania w przeszłości swojej władzy? Rozmaite komisje prawdy i pojednania w niektórych krajach wychodzących z dyktatur miały być namiastką sprawiedliwości tam, gdzie całkowity jej triumf był tyleż niemożliwy, co samobójczy.
Iluzja pojednania
Jednym z emblematycznych przykładów „rozliczeń bez rozliczeń” była Komisja Prawdy i Pojednania w Chile powołana w 1990 r. po zakończeniu dyktatury Pinocheta. Badała przypadki naruszenia praw człowieka, ograniczając je jednak do tych, które zakończyły się śmiercią lub zniknięciem (tj. faktycznie też śmiercią, lecz bez ustalenia miejsca pochówku zwłok; w Chile niektórych oponentów junty wojskowej zrzucano do oceanu). Komisja nie poszukiwała sprawców zbrodni, więc nie miała mocy osądzania kogokolwiek ani nawet kierowania spraw do sądu. Ustaliła jedynie, że w czasie 17-letnich rządów dyktatora siły bezpieczeństwa zamordowały lub „zniknęły” – jak się mówi po hiszpańsku – ponad 2 tys. ludzi (z czasem okazało się, że ofiar było o ponad tysiąc więcej).
„Mimo to – jak pisał po latach chilijski dramatopisarz Ariel Dorfman – był to ważny krok w kierunku uzdrowienia chorego kraju. Wszyscy wiedzieliśmy, że [za dyktatury Pinocheta] panował terror, ale każdy miał o nim wiedzę wyrywkową, czerpaną z ewentualnego własnego doświadczenia. Teraz wreszcie prawda miała być ujawniona publicznie i stać się częścią oficjalnej historii. Społeczeństwo rozbite przez podziały i nienawiść, o której chcieliśmy zapomnieć, mogło się ponownie zjednoczyć”.
Zjednoczenie i pojednanie okazało się jednak iluzją: „oznaczało [bowiem] rezygnację z wymierzania sprawiedliwości, przemilczenie krzywd setek tysięcy ludzi, którzy cierpieli, ale przeżyli. [Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Patricio] Aylwin obrał rozważny, ale i śmiały kurs między tymi, którzy żądali całkowitego puszczenia w niepamięć terroru, a tymi, którzy domagali się, by ujawniać absolutnie wszystko”.
Wiele ofiar represji i ich bliskich uznało podejście rządu z lat transformacji za kapitulację wobec oprawców, nie rozwagę. Czy słusznie? Po oddaniu władzy w wyniku referendum Pinochet zachował jeszcze przez osiem lat stanowisko naczelnego dowódcy sił zbrojnych. Za każdym razem, gdy w społeczeństwie podnosiły się głosy z żądaniem osądzenia winnych zabójstw i represji, z wojskowych koszar dochodziły złowrogie pomruki. Chile bało się powrotu koszmaru i wolało polityczny (s)pokój od sprawiedliwości.
Spytałem przed laty prezydenta Aylwina, czy nie żałuje ustępstw wobec byłego dyktatora oznaczających rezygnację z osądzenia zbrodni i łamania praw człowieka. Aylwin odpowiedział tak: „Nie mieliśmy siły politycznej, żeby obalić reżim Pinocheta. Pokonaliśmy dyktaturę na jej polu, w plebiscycie ustanowionym w pinochetowskiej konstytucji. Zmiana dokonała się pokojowo, bez rozlewu krwi, co związało nam ręce. Może popełniliśmy błąd w kalkulacji? Nie wiem. Tak naprawdę nie mieliśmy chyba wyboru”.
Mohamed Messara/EPA/PAP Manifestacja rodzin ofiar reżimu Ben Alego w Tunisie w szóstą rocznicę ucieczki dyktatora do Arabii Saudyjskiej
Przeszłość nie dała jednak o sobie zapomnieć i wróciła wraz ze zmianą politycznej aury. Tę zmieniło zatrzymanie Pinocheta w Londynie w 1998 r. i oskarżenie go o zbrodnie przeciwko ludzkości. Po dwóch latach aresztu domowego w Wielkiej Brytanii dyktator nie stanął ostatecznie przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości i wrócił do Chile. Lecz jego publiczne upokorzenie przed światem ośmieliło Chilijczyków do oskarżania i stawiania przed sądem innych odpowiedzialnych za zbrodnie i łamanie praw człowieka. Skazano niektórych ludzi z aparatu represji – policji politycznej i armii – współwinnych zabójstw, zniknięć i tortur, ale samego dyktatora nigdy nie tknięto. Sąd Najwyższy Chile uznał w 2002 r., że ze względu na wiek i stan zdrowia Pinochet nie może być sądzony.
Symetryzm niemile widziany
Podobnemu wyzwaniu co Chilijczycy musiał stawić czoła Nelson Mandela – pierwszy demokratycznie wybrany prezydent RPA po upadku apartheidu. „Musieliśmy uspokajać obawy białych, aby mieć pewność, że proces przemian będzie przebiegać w pokojowy sposób. Gdybyśmy tego nie zrobili, wisząca w powietrzu wojna domowa z pewnością by wybuchła”.
Pomysłem na zaspokojenie społecznej potrzeby sprawiedliwości także i tutaj była Komisja Prawdy i Pojednania, utworzona w 1995 r. Tak jak we wszystkich krajach wychodzących z dyktatur bądź – jak w RPA – innych systemów dyskryminacji prowadzono zajadłe dysputy o sensie rozliczeń. Mandela spierał się publicznie ze swoim zastępcą, białym wiceprezydentem Frederikiem De Klerkiem, który atakował pomysł powołania komisji jako „polowanie na czarownice”. Mandela przekonywał, że nie chodzi o zemstę, lecz poznanie prawdy o horrorze apartheidu; nieujawniona – zatruwałaby społeczny organizm niczym „ropiejący wrzód”.
Południowoafrykańska komisja również miała ograniczone uprawnienia: mogła wzywać funkcjonariuszy byłego reżimu podejrzanych o zabójstwa, porwania i tortury, nakładała areszt na podejrzanych, lecz nie miała kompetencji sądzenia. Ograniczenia obejmowały nie tylko kompetencje komisji, lecz także rodzaj nadużyć, którymi się zajmowała. Z postępowań wyłączono bezprawne zatrzymania i przymusowe wypędzenia z domostw trzech milionów ludzi.
Jeśli sprawcy zbrodni i represji wyznawali swoje winy, a komisja była przekonana, że niczego istotnego nie ukryli, uzyskiwali przywilej amnestii. Jeśli nie, groziło im postępowanie prokuratorskie i sąd. Ten straszak przyniósł pożądane skutki, a pierwszym takim przypadkiem był jeden ze szwadronów śmierci z Transwalu. Jego członkowie zgłosili się do komisji, gdy groziło im skuteczne skazanie za zbrodnie przez sąd i długoletnie więzienie. Przyznali się przed komisją do 60 (!) zabójstw popełnionych z motywów politycznych. Ich zeznania uruchomiły efekt domina.
Specyfiką Komisji Prawdy i Pojednania w RPA było to, że jej postępowania obejmowały również operacje zbrojne opozycji z Afrykańskiego Kongresu Narodowego, dokonywane w imię walki z apartheidem. Mowa m.in. o zamachach bombowych, podkładaniu min i indywidualnych egzekucjach, w wyniku których zginęło co najmniej 400 ludzi – więcej cywilów niż funkcjonariuszy aparatu represji.
Dawni bojownicy i ich sympatycy byli nierzadko oburzeni – jak byśmy dziś powiedzieli – „symetryzmem” ocen komisji: stawiały one na jednej płaszczyźnie zbrodnie systemu apartheidu ze sprawiedliwą przemocą przeciwko niemu. Sławny biskup Desmond Tutu, przewodniczący komisji, odpowiadał krytykom, że zbrodnia pozostaje zbrodnią niezależnie od tego, kto ją popełnia – „przynależność polityczna nie ma tu znaczenia”. Dlatego w końcowym raporcie komisji surowo oceniono zabójstwa i zamachy dokonywane przez obie strony konfliktu.
Istotnym stwierdzeniem komisji było jednak to, że zbrodnie szwadronów śmierci uznano nie za pospolite nadużycia funkcjonariuszy policji politycznej czy wypaczenia systemu apartheidu, lecz jego istotę, tj. część zorganizowanego systemu represji.
Czy południowoafrykańska komisja zaspokoiła głód prawdy i pragnienie sprawiedliwości? Pierwszy – częściowo. Drugie – nie. Pokrzywdzonych i ich bliskich szokował fakt, że po wyznaniu najgorszych zbrodni przeciwko życiu i zdrowiu zbrodniarze zupełnie legalnie uchodzili przed wymiarem sprawiedliwości. Późniejsze badania opinii publicznej ukazały również, że – zdaniem większości – ustalenia komisji zaszkodziły procesowi pojednania między białymi i czarnymi mieszkańcami RPA.
Wyniki jej prac i krytyka systemu apartheidu wywołały gniew przede wszystkim białej mniejszości. Niemal trzy czwarte białych uważało, że komisja przyczyniła się do pogorszenia stosunków między czarną większością i białą mniejszością. Czy jednak mogło być inaczej? Czy byłoby lepiej, gdyby prawdy o horrorze tamtych czasów nie ujawniono?
Wnuki dyktatury
Społeczeństwa żyjące w niewoli nieraz musiały pielęgnować pamięć, by przeżyć. Czy więc w czasach demokracji, często po traumatycznych przeżyciach wojen domowych czy dyktatur, aby żyć, muszą czasem ją stracić? Jednych okoliczności zmuszają do zapomnienia o doznanych krzywdach, innych – o własnych wstydliwych uczynkach. Społeczeństwa wchodzące na drogę świadomego zapominania, względnie odsuwania gorzkiej prawdy o przeszłości, nie wiedziały jednak, jakie skutki wywoła to w przyszłości.
audio
AudioPolityka Artur Domosławski - Terapia prawdy
W ostatnich kilkunastu latach konsekwencje te poznali Hiszpanie, którzy w 1975 r. zrezygnowali z politycznych rozrachunków z ludźmi dyktatury gen. Franco i postawili na pokojową transformację. Hiszpańska droga zakładała, że nie patrzymy w przeszłość, nikogo nie sądzimy. Rozliczenia zostawiono ludziom kultury: powstawały książki, filmy i inne dzieła opowiadające o czasach wojny domowej i frankizmu bez zamykania oczu na terror i zbrodnie; politycy jednak omijali temat w obawie przed ponownym rozlewem krwi (w 1981 r. doszło nawet do nieudanego puczu frankistów).
Dla obserwatorów hiszpańskiej sceny było sporym zaskoczeniem, że postulat zadośćuczynienia za krzywdy czasów dyktatury powrócił z potężną siłą na początku XXI w. Emblematyczną postacią nowego zainteresowania przeszłością był Javier Cercas, autor bestsellera „Żołnierze spod Salaminy”, którego spytałem przed laty o powody „renesansu” rozliczeń z frankizmem. – Na scenę weszło nowe pokolenie, wolne od strachu, nieobawiające się powtórki z przeszłości – odpowiedział Cercas. – Temu pokoleniu wnuków wojny domowej przeszkadza wszystko to, co w latach transformacji stało się z takimi ludźmi jak bohater mojej powieści Miralles [schorowany weteran z domu starców, który w czasie wojny domowej walczył po stronie republikanów]. Ci Mirallesowie walczyli o wolność, w obronie legalnego rządu, a po śmierci Franco i przywróceniu demokracji nikt nie wynagrodził im krzywd, nikt im nawet nie powiedział: „Dziękujemy”.
– Weteranom i poległym, którzy walczyli po stronie puczystów gen. Franco – mówił dalej Cercas – składano hołdy przez 40 lat dyktatury. Tymczasem tysiące bojowników republiki zakopano w przydrożnych rowach, w bezimiennych mogiłach zbiorowych. A rodzinom poległych i tym, którzy przeżyli, nigdy nie powiedziano: mieliście rację, broniąc legalnego rządu.
Lewicowy rząd Hiszpanii, który dekadę temu wrócił do kwestii rozliczeń, nie zamierzał jednak ani nikogo osądzać, ani wykluczać. Chodziło o skromne zadośćuczynienie, np. pomoc wdowom i matkom w zidentyfikowaniu szczątków mężów i synów, którzy zginęli w czasie wojny domowej i zostali zakopani w przydrożnych rowach. Lub o przeniesienie szczątków zamordowanych do grobu rodzinnego, gdzie widniałoby ich imię i nazwisko. Ta nowa, niedawna fala hiszpańskich rozrachunków miała także przywrócić dobre imię tym, którzy po wojnie domowej nie złożyli broni, poszli do partyzantki i przez kilka lat walczyli z reżimem Franco.
Prawda jako terapia
Odgrzebywanie prawdy o zbrodniach i terrorze z przymusowego zazwyczaj zapomnienia odnawia stare podziały w zupełnie innych czasach. To pokazuje, że godzenie jej z poczuciem sprawiedliwości i potrzebą pokoju społecznego jest jak rozwiązywanie kwadratury koła. Któraś z wartości musi ustąpić przed inną. Być może istotę konfliktu prawdy i sprawiedliwości z potrzebą pojednania i społecznego pokoju trafnie wyraził Desmond Tutu: „Pojednanie oparte na fałszu, na nieliczeniu się z realiami, nie jest prawdziwym pojednaniem i nie potrwa długo”.
Nie chodzi tu jednak o zemstę, co zwykle instrumentalnie podnoszą ludzie ancien regime’ów. Chilijczyk Dorfman napisał przed laty dramat „Śmierć i dziewczyna”, na kanwie którego Roman Polański nakręcił film fabularny. Dawny prześladowca Pauliny Lorki z czasów dyktatury, niejaki dr Miranda, trafia przez przypadek do jej domu. Dawna ofiara i dawny prześladowca zamieniają się rolami. Paulina związuje pijanego i śpiącego Mirandę, a następnie bije go, aż ten przyznaje, że torturował ją w więzieniu i gwałcił. Miranda czyni to, gdy jest pewien, że dawna ofiara go zastrzeli, lecz ona puszcza go wolno.
Dorfman komentował własne dzieło tak: „Prześladowca Pauliny sądzi, że kobieta została wymazana z historii. Nawet nie przypuszcza, że istnieje. Tymczasem ona go pojmuje. Mówiąc metaforycznie: bierze w niewolę generała [Pinocheta]. Wyznanie doktora Mirandy ma uleczyć Paulinę. Wyznanie Pinocheta mogłoby uleczyć nas wszystkich”.
Prawda leczy rany indywidualne i zbiorowe? Historia Lukasa Sikwepere z RPA oślepionego przez policję sugeruje, że tak: „Czuję, że tym, co gnębiło mnie przez cały czas, był brak możliwości opowiedzenia mej historii. Ale teraz, po przyjściu tutaj [przed Komisję Prawdy i Pojednania] i zrelacjonowaniu wam mej historii, czuję się tak, jakbym odzyskał wzrok”.
źródło: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1713288,1,jak-sie-rozliczyc-z-dyktatura.read
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.06.02 12:37 SoleWanderer Neorepresjonizm, czyli teraz, k..., my!

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,152663,20164882,neorepresjonizm-czyli-teraz-k-my-orlinski.html
W marcu 1997 Jarosław Kaczyński powiedział Witoldowi Gadomskiemu z "Gazety Wyborczej", że najsilniejszą frakcją w ugrupowaniu Akcja Wyborcza "Solidarność" - w którym wówczas działał przyszły lider PiS - jest frakcja TKM, czyli "Teraz, K..., My!". Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej "Żeby nie było wątpliwości, to nie ja tę nazwę wymyśliłem. To popularne powiedzenie funkcjonujące wśród działaczy. Dla polityków należących do TKM różnice programowe nie mają znaczenia" - powiedział Kaczyński (tekst Gadomskiego ukazał się w "Gazecie Świątecznej" 15 marca 1997).
Kiedy blisko dwie dekady później Kaczyński wreszcie objął pełnię władzy, rządzi tak, żeby zaspokoić potrzeby frakcji TKM we własnej partii. Stąd te przedziwne ruchy kadrowe, które obserwujemy wszędzie, od mediów po stadniny. Wylatują fachowcy, a władza na ich miejsce mianuje "swoich". I nieważne, że na radiu znają się tak jak na hodowli koni. Teraz, k..., oni!
Jarosław Kaczyński wolałby teraz ukryć swoje dawne wypowiedzi dla mediów (zwłaszcza dla "Gazety Wyborczej"). Niechętnie przyznałby się do tego, że w latach 1990-2005 bywał w jednym obozie z politykami, których dziś uważa za zdrajców gorszego sortu: Wałęsą, Tuskiem, Niesiołowskim, Buzkiem, Strzemboszem.
To były przedziwne konfiguracje. Był z Buzkiem przeciw Tuskowi, z Wałęsą przeciw Morawieckiemu, z Komorowskim przeciw Macierewiczowi. Polscy politycy swoje biogramy ciągle muszą pisać od nowa.
W 1956 roku Stanisław Lem napisał opowiadanie o planecie, którą zalano wodą w myśl doktryny politycznej przewidującej, że obywatele przez przebywanie w wodzie przekształcą się kiedyś w istoty doskonałe, baldury i badubiny. Główny bohater Ijon Tichy zapytał nieostrożnie, gdzie mógłby zobaczyć takiego badubina - aresztowała go rybicja, dostał wyrok dwóch lat swobodnego rzeźbienia pomników Wielkiego Rybona.
Pewnego dnia władze ogłosiły, "że wszystko, co działo się dotąd, było nieporozumieniem". Tichego skierowano do przeróbek pomników - odbijał płetwy i przytwierdzał nogi. "Mówiono już powszechnie, że lada dzień przywiezione zostaną pompy, które usuną wodę".
Potem jednak władze ogłosiły, że nie ma powrotu do zgubnej suszy. "Aby przyklimować badubiny i spętwić baldury, ustanawia się na całej planecie oddychanie wyłącznie podwodne, jako w wyższym stopniu rybie (...) na prośbę wszystkich obywateli poziom wody podwyższono jeszcze o pół głębarka (...) osoby niższe po krótkim czasie gdzieś znikły". Tichy znów zaś odbijał nogi i przytwierdzał płetwy.
Jan Józef Szczepański, wybitny pisarz i przyjaciel Lema, odnotował w swoim dzienniku pod datą 9 lutego 1961 następujący wpis: "Rano wpadł Lem z Zakopanego. Cenzura zdjęła mu we wznowieniu Dzienników gwiazdowych opowiadanie o rybicji" i dodał: "okresy w powojennej sztuce polskiej: fornalizm, ubizm, neorepresjonizm". I tak opowiadanie przepowiadające nadejście neorepresjonizmu samo padło jego ofiarą.
"Dzienniki" Szczepańskiego serdecznie polecam tym z państwa, którzy szukają solidnej cegły na wakacje. Czyta się je wyśmienicie. A i problem wydaje mi się niezmiennie aktualny, bo frakcja TKM istniała także w PZPR.
Neorepresjonizm był dla niej narzędziem kreowania stanowisk dla "swoich". Największą falę przyniósł oczywiście marzec 1968, ale to trwało przez cały czas. Żeby móc dać stanowiska "swoim", trzeba było kogoś wyrzucić, a żeby wyrzucić, trzeba go było najpierw zdemonizować.
Recenzując "Człowieka z marmuru" w 1977, Szczepański zachwycał się symboliką sceny, w której w magazynie jakiejś instytucji kulturalnej leżą socrealistyczne posągi. W tej scenie zobaczył podsumowanie niemożliwości istnienia peerelowskiej kultury "prosystemowej" - bo system nieustannie zrywa ciągłość, co kiedyś było słuszne, teraz jest niesłuszne.
Kultura uosabia ciągłość, a to znaczy, że kultura w PRL była skazana na antysystemowość. Samo przypomnienie tego, co było 10 czy 20 lat wcześniej w powieści czy w filmie, stawało się sprawą polityczną. W efekcie wszystkie stowarzyszenia twórcze (filmowców, dziennikarzy, literatów itd.) stały się de facto organizacjami opozycyjnymi.
Polityka kulturalna III RP też już weszła w fazę neorepresjonizmu. Rządowa propaganda przypomina tę z marca 1968 ("Instytut Adama Mickiewicza wydawał pieniądze na podróże", "oni tylko pełnią obowiązki Polaka", "oni się uśmiechają, kiedy na Zachodzie nas szkalują" etc.). To oczywiście uzasadnienia czystki, której żąda frakcja TKM.
Dlatego bardzo się ucieszyłem z inicjatywy zwołania w październiku 2016 obywatelskiego kongresu kultury. Twórcy muszą się zorganizować jak w PRL - dziś już nie można nie być "anty".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]